RSS
wtorek, 17 maja 2016

Witajcie. Dawno mnie nie było, ale postaram się nadrobić, wracam do Was całą sobą, będę pisać, tworzyć i cudować, tylko bądźcie, piszcie, zaglądajcie.

Myślę sobie od jakiegoś czasu o tym, co by było, gdyby....
wybuchła wojna.
Czytałam jakiś czas temu rewelacyjną książkę Stanisławy Fleszarowej-Muskat pt. "Dwie ścieżki czasu", która m.in. opisuje z perspektywy jednego z bohaterów czasy II wojny światowej. Polacy pomagali sobie nawzajem, ale też przechowywali Żydów, za co groziła śmierć całej rodziny pomagającej. Nie wahali się, bo wiedzieli, że każde życie jest cenne i mimo strachu, wyciągali pomocną dłoń do każdej osoby tego potrzebującej, nawet do rannego Niemca.
To inspirująca powieść. Jednak myślę, że w obecnych czasach jest tyle nienawiści, zazdrości i niechęci do drugiego człowieka, że nie wiem, czy bylibyśmy w stanie, jako Naród, przebyć tę wojnę razem. Wydaje mi się, że chętnie byśmy "podkablowali" sąsiada, ze trzyma Żyda, bo sąsiad był niemiły. Że szefową z pracy byśmy wydali, że spiskuje z Niemcami, żeby jej najbliższe otoczenie zrobiło z nią porządek. Oczywiście to hipotetyczne sytuacje. Nie sądzę, by lekarze, ryzykując własne życie, jechali leczyć ludzi, szczególnie bez względu na ich pochodzenie i zajmowaną stronę w tej wojnie. Po prostu wątpię, czy Polacy potrafiliby stworzyć taką jedność jak kiedyś, brakuje współczesnym ludziom współczucia i poczucia ducha wspólnoty. Nie liczy się to, że jesteśmy Polakami i pewne problemy nas łączą, teraz ludzie raczej szukają sposobu na wbicie komuś przysłowiowej "szpilki", zamiast pochylić się nad jego problemem i mu pomóc.
Nie powiem, wizja takiego stanu rzeczy nieco mnie przeraża. Chyba wolałabym się martwić wojną w tamtych czasach, niż w obecnych.
Jaka jest Wasza opinia? Jak by to wyglądało w całokształcie?

20:55, matkapolka88
Link Komentarze (2) »