RSS
sobota, 23 sierpnia 2014

Pytam się Was dziś- co jest normą, a co już wykracza poza nią?

Moje dziecko goniło dziś gołębie...kurczę, nie wiem, jak dla Was, ale jak się znam, a pedagogikę ukończyłam również, to jest to całkiem naturalne zachowanie dzieci, za gołębiami ganiali nasi rodzice i dziadkowie....dziecko po prostu musi biegać, a jeżeli może gonić coś żywego, tym lepiej, czy nie jest tak? To naturalna potrzeba ruchu, bo nie powiem, że potrzeba polowania, pozostałość po naszych przodkach...więc nie zagalopowujmy się aż tak. Ale fakt faktem, że pogoń za ptakami to u dzieci normalka, jak, powiedzmy, siusianie w pieluchę.

A wiec, gdy moje dziecko goni (niewinnie, chciałoby się powiedzieć) gołębie, słyszę z okna rozdzierający głos:

- Czego gonisz te gołębie!!!!

NIe było to ani zwrócenie uwagi, ani tym bardziej pouczenie, a już na pewno nie prośba. Krzyk okropny, karcący...tylko za co?

Musiałam się odezwać, więc pytam się:

- A to jakiś problem?

- Tak, problem!!!!!- słyszę niezwykle przekonujący argument i już wszystko rozumiem, bo nie ma to jak dyskusja z człowiekiem elokwentnym, który przedstawia argumenty, racjonalne w dodatku, wypunktowane i usprawiedliwione, zamiast agresywnych zaczepek. Odpowiadam więc (odkrzykuję właściwie, bo ów kobieta schowana była w domu, nie chcąc się ujawnić):

- To raczej naturalne zachowanie dzieci!

- Dzieci trzeba wychowywać!!!- słyszę znów, ani to poparte przykładami, ani adekwatne do sytuacji, ale cierpliwość mi się kończy, więc odkrzykuję zupełnie niekulturalnie i bez kontroli, ale chyba należycie...

- Żeby potem wyrosły takie, jak pani???!!!

Zamilkła....

Dobrze, że zamilkła, bo doprowadziła mnie do szewskiej pasji. Żeby jeszcze mieć jakies argumenty. Jak jej ulubione koty podwórkowe gonią te same gołębie, to wszystko jest w porządku i bez zarzutu, natomiast jeżeli dziecko spróbuje za nimi pobiec....to trzeba ściąć mu głowę, co najmniej.

Nie rozumiem takich ludzi. Nie rozumiem tych babć naszych tutejszych, podwórkowych, sztuk dwie...karmią koty, ale nie podkarmiają, tylko je tuczą nieziemsko, schodzą dawać im zupę pomidorową i puszki średnio 5 razy dziennie, twierdząc uparcie, że karmią je, bo one im szczury z piwnicy zjadają....

Paranoja.

Cóż, życzę Wam mniej babć mocherowych w swoich blokach, mniej ludzi, którzy cenią bardziej koty niż sąsiadów. Kiedyś usłyszałam z takim samym krzykiem, że :

ZWIERZĘTA TRZEBA KOCHAĆ!!!!!!!!!

Zapytałam więc: A co z ludźmi?....

Cóż, najwyraźniej ludzi trzeba tępić, a zwierzątka tuczyć i wtedy jest się dobrym człowiekiem.



czwartek, 21 sierpnia 2014

Jak nauczyc dzieci wartości, etyki w czasach zakłamania, podejrzliwości i nienawiści?

Dziś łatwiej wyzwać obcą osobę, nazwać ją oszustem, oskarżyć o szereg innych rzeczy niż spróbować ją poznać. Jednak, żeby spróbować taką osobę poznać, trzeba najpierw chcieć. I w chęci jest największy problem. Przecież każdy z nas uważa się za najlepszego, najmądrzejszego i najpiękniejszego, niby czego mógłby nas nauczyć kontakt z drugą osobą, zwłaszcza taką, której się od razu nie obdarzyło sympatią? Ludzie są podli. Nie ważą na uczucia innych. Nie zastanawiają się, czy zranią kogoś, czy nie. Nie myślą o tym, bo liczy się tylko własne JA. Po co myśleć o innych, przecież to wymaga TAAAKIEGO wysiłku...i jak w takim świecie nauczyć dziecko podstawowych wartości: zaufania, wiary, miłości do bliźniego...książki nie nauczą tego wszystkiego. Ale sami ludzie też nie dadzą rady, bo sami żyją w zakłamaniu.

Mnie na szczęście takie rzeczy już nie bolą. Żyję sama sobie i swojej rodzinie, nie przejmując się złośliwościami pochodzącymi z zewnątrz. Ale trzeba pamiętać, że wielu innych ludzi takie rzeczy mocno bolą. 

Trzeba mocno się napracować, żeby nauczyć dzieci tego, czego wielu z nas nie posiada....

 

Pzdr dla dwóch niewiernych, ale o niewiernym Tomaszu to w innym poście.... ::)

 

I na koniec wiersz ukochanego Jana Twardowskiego, nie wymagający komentarza: 

 

Być nie zauważonym by spotkać się z Tobą 
nie czytanym zbytecznym 
właśnie byle jakim 
przekreślonym do końca nonszalancją ręki 
aromatem nie mocnym jeszcze nie poznanym 
tuż pomiędzy goździkiem pieprzem i migdałem 
fotografią nieważną bo niedokąpaną 
liryzmem co się siebie coraz więcej wstydzi 
książką którą się kładzie wciąż jedną na drugiej
jabłkiem po gruszce zawsze trochę kwaśnym 
rakiem trzymanym w koszu z pokrzywami 
włosami co odchodzą jak myszy po cichu 
szczygłem co chciał przyfrunąć lecz umarł wysoko 
z ogonem tak leciutkim że ponad rozpaczą 
biedronką zapomnianą gdy przechodzą żuki 
świętym któremu w czas remontu utrącono głowę 
niech będzie niewidzialnym skoro stał się dobrym 
wtorek, 19 sierpnia 2014

Przeczytałam dziś, że jest podejrzenie wystąpienia wirusa Ebola w Niemczech. Wszystko by się zgadzało, bo kobieta, której dotyczy podejrzenie, niedawno wróciła z Afryki.

Naturalna selekcja? Swoisty koniec świata? Jeżeli dojdzie to do innych rozwijających się krajów, wirus obejmie zaraz cała Europę, a potem i świat. 

Przypominam sobie, jak z zacięciem czytałam w liceum Dżumę. Dobra książka, choć fakty przerażające. I doktor, który niósł pomoc mimo wszystko. Dziś już takich lekarzy nie ma, nikt się nie poświęci na rzecz zwykłych, szarych ludzi, biednych czy na dorobku, ale też tych z zasobnym portfelem. Wygrają ci, którzy we własnym domu stworzą sobie izolatkę i przeczekają zbiorowe zabójstwo wirusa. Naturalna selekcja, koniec świata przewidziany na 2012 rok. Opóźnienie o rawie dwa lata. Ale czy wyobrażamy sobie inny koniec świata?

NIe powiecie mi chyba, że zlecą z kosmosu zielone ludziki, które spowodują zagłade i wywleką nas w kosmos. 

Nie wierzę też w teorię o zombie i innych masakrach.

Jeżeli nadejdzie koniec świata, to zaczyna on się dziać właśnie dziś. Wysokie rozwinięcie gospodarcze, doskonały i szybki transport w każdy zakątek świata, a do tego globalne ocieplenie. Tylko taki koniec świata może nas czekać. Do tego znieczulica i mamy komplet.

Wirusy rozprzestrzeniają się coraz szybciej, dzięki wspaniałemu wysoko rozwiniętemu światu. W czasach dżumy wirus miał mniejsze szanse na rozprzestrzenienie się na cały kontynent, bo zwyczajnie trudniej było się przemieszczać. Zniesienie granic, szybka kolej, szerokodostępne samoloty, awionetki, coraz tańsze oferty lotów, to wszystko skłania nas ku końcowi. Co oczywiście nie oznacza, że mielibyśmy zostać w czasach oświecenia po dzień dzisiejszy. Ale za większymi możliwościami powinna iść w parze większa zapobiegliwość, profilaktyka i MYŚLENIE. A władz myślących to my nie mamy. Przecież jeśli w Afryce szaleje Ebola, a ktoś stamtąd wrócił, trzeba go wziąć pod lupę, a  nie wzruszyć ramionami i "niech się dzieje, co chce". Z tą kobietą w budynku jest 600 osób, potencjalnie juz zarażonych. Odizolują ich, nie wyleczą, więc będzie powszechna wykańczalnia, ale wkrótce zbuntują się i uciekną, jak uciekinierzy w Afryce. A wtedy całe Niemcy i Europa będą pod jedną, wielką zagładą.

Dzięki wspaniałym dezodorantom i innym świństwom w aerozolach dochodzi do szybko postępującego ocieplenia klimatu, a stąd biorą się tornada, roztapianie się gór lodowych, wichury, burze i inne kataklizmy, zmasowane powodzie. Kto jeszcze kilkanaście lat temu spodziewałby się tornada w Polsce? Dziś przecież jest to już niemal powszechne zjawisko atmosferyczne. W każdym razie nikogo nie dziwi na tyle, żeby robić ochy i achy.

Świat skłania się ku końcowi. Wojna na Ukrainie nabiera tempa, a Putin przecież "tylko wysyła pomoc humanitarną". Jak nie wykończy nas ebola, to wojna, która błyskawicznie do nas dojdzie, bo Putinowi Polska od dawna nie leży. Pewnie od zawsze. A to zawsze okazja do powiększenia swojego terytorium i zdobycia uznania narodu. Jak Mesjasz, bo chyba nim Putin się czuje. Jak nie wojna i Putin (bo chyba nie wierzycie, że w naszej obronie wspaniale i bohatersko stanie UE, NATO czy oddana nam wielce Ameryka???), to wkrótce pogoda tak sie rozszaleje, że w końcu żywioły naturalne przeprowadzą ową naturalną selekcję.

A my? No cóż, wystarczy założyć ręce i czekać.

Z wirusem nie wygramy.

Na wojnę nasze pokolenie (na Boga, nasz kraj!!!) nie jest gotowe.

A żywioły zrobią swoje, bo nad siłami natury nie damy rady zapanować.

W każdym razie, lepiej już nie będzie. Oby nie było gorzej.

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Przyszło dziś moje zamówienie ze Smyka.

Zasypuję ostatnio swoje dzieci książkami. Uważam, że nie tylko mogą, nie tylko powinny, ale wręcz mają obowiązek znać klasykę literatury.

Ostatnio córka, która w tym roku idzie do zerówki, słuchała Pinokio. Nie okrojoną wersję na kilka stron, tylko całą książkę w oryginale. 122 strony przyjemności. Mojej też, ale córka była zachwycona. Pinokio podbił jej serce.

Dziś dostała Lokomotywę, Rzepkę i Ptasie Radio. Tę pierwszą czytałam jej już w tym roku nad morzem, spodobało jej się, teraz również. Rzepka ją rozśmieszyła. Wydanie takie, jakie sama miałam w dzieciństwie, a które gdzieś się zapodziało. Miło było znów trzymać je w rękach waz ze wspaniałymi ilustracjami Marcina Szancery. Powrót do dzieciństwa.

Klasyka doskonale buduje wzorce zachowań u dzieci. Uczą się z tych dzieł jak żyć, a to wszystko w metaforyczny, skierowany typowo do malutkich odbiorców sposób. 

Pinokio był pajacykiem, a potem "spadł w hierarchii" do osiołka, bo był niegrzeczny. Przecież tylko grzeczne pajacyki stają się dziećmi. Małej wystarczy powiedzieć "teraz jesteś pajacykiem, bądź dziewczynką", by od razu stała się grzeczna, co przedtem było wręcz niemożliwe. Klasyka wychowuje, uczy i bawi jednocześnie.

NIe twierdzę, że nowe bajki nie sa wartościowe, co to, to nie.

Nie niosą chyba jednak takiego przekazu jak klasyka. Nie w taki pośredni, wspaniały i podświadomie natychmiast rozumiany przez dzieci sposób.

Czeka na nas na półce Alicja w Krainie Czarów. Kto z nas nie pamięta tej uroczej, ciekawskiej, niegrzecznej dziewczynki? Jej ciekawość i nieprzestrzeganie zasad zaprowadziło ją w kłopoty, a to wszystko okazuje się magnetyzującym snem. Biały królik....ile z nas siedziało na lekcji patrząc w okno i myśląc o przysłowiowych niebieskich migdałach? To tak, jakby iśc za białym królikiem. Oddać się swojej fantazji. Dzieci przecież fantazję mają niesamowitą. A Alicja W Krainie Czarów mimo, iż nie posiada zbyt wielu ilustracji, doskonale rozbudza dziecięcą wyobraźnię. Dziecko widzi tę historią na swój sposób, ilustracje nie są niezbędne.

Na półce czeka też Tajemniczy Ogród, nasz nowy, najświeższy nabytek. Kto nie szukał w lesie Tajemniczego Ogrodu? Każdy swojego, ale jednak. Nie dośc, że czarodziejska opowieść, to jeszcze wpływając na wrażliwość dziecka. Choroba, przyjaźń i radość w ogrodzie....to wszystko sprawia, że do tej pozycji chce się wrócić, a przede wszystkim chce się ją pokazać własnym dzieciom...

W kolejce też Dzieci z Bullerbyn...pozycja nie wymagająca komentarza. Chyba ulubiona książka każdego- dorosłego- człowieka :)

Klasyka zawsze kończy się morałem, który dziecko rozumie bez problemu i w sposób prawidłowy. Pinokio morały ma w dosłownie co drugim zdaniu. Warto usiąść z dzieckiem, przy pięknie ilustrowanym wydaniu i przekazaćto, co najpiękniejsze w literaturze.

To poważny krok w wychowaniu. W tworzeniu wrażliwości.

Każdy z nas musi wyrzeźbić własne dziecko jak najlepiej potrafi, jak Dżepetto Pinokia.