RSS
wtorek, 18 sierpnia 2015

Zastanawiałam się dość długo, co kupić mężowi z okazji zbliżającej się wielkimi krokami rocznicy ślubu.....Szukałam inspiracji w Internecie, na różnych forach internetowych i w poradnikach....myślałam, co by mu się przydało lub czym go zaskoczyć....

I oto kupiłam! Dziś :)

Zgadniecie co?

Smartfona! Swój "stary" (w cudzysłowiu, bo nie wiem, czy miał chociaż rok, a kosztował majątek) mąż rozbił ostatnio na wakacjach. Kupiłam tani zamiennik "na chwilę", ale ten wylądował u córki, bo musiała w końcu mieć telefon (jej poprzedni się popsuł). Wymyśliłam więc, że zaciągnę ich dziś do sklepu z agd/rtv i innymi udziwnieniami, mąż znalazł "ten jedyny" i chcąc, nie chąc, musiałam dać mu prezent rocznicowy wcześniej.

Poprosiłam pana z obsługi, zapłaciłam....gdybyście mogli zobaczyć to dziecięce szczeście wyryte na twarzy męża! :) HA! Dla czegoś takiego naprawdę warto :) Mimo, że wcześniej go dostał. 

Tak, jak z rowerem. Dostał rower za sporą kwotę już na urodziny (a te ma w styczniu), ale gdybym mu nie kupiła już w maju, musiałby jeździć jeszcze ten sezon na starym (bardzo starym i bardzo kiepskim) rowerze. Więc ma już chyba wszystko.

A nie, jeszcze laptopa ma długo! Podczas, gdy  ja mam już trzeciego (a ze względu na rodzaj pracy muszę mieć naprawdę dobre parametry i....ładny kolor ;) ), on nadal ma jednego, tego samego. Ot, już wiem co dostanie....na co? Jeszcze nie wiem :)

A więc idealny prezent rocznicowy to taki, który jest idealnie dopasowany do potrzeb Waszego męża :)

A wy, co kupujecie mężom/chłopakom/kochankom na rocznice? ;)

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Siedzę na trawie, pod baldachimem, ze ścianami z moskitiery, popijając piwko...Wiatr wieje dość mocno, ale jest gorąco. Słucham muzyki nadającej mi taki...dziwny nastrój...hmmm...czuję, niemalże namacalnie czuję ulotność naszych dni. Dziś jest tak, a jutro inaczej...Przyjaciele są, jutro odchodzą, albo my odchodzimy, nic nie jest stałe...Jestem dziś szczęśliwa, spełniona....Mam rodzinę, męża, wspaniałę dzieci, dobrą pracę i hobbystycznie szyję- jestem spełniona na każdym poziomie egzystencji. Mam sprawdzonych przyjaciół, a jednak....jednak drżę na myśl, że pewnego dnia można to stracić....Latały dziś nam po niebie wojskowe śmigłowce....pewnie wojsko naprawia i sprawdza, jak to często bywa, ale jednak zaświtała myśl- a może ćwiczą przed wojną...?

Co byście zrobili, gdyby była wojna? Gdybyście rano się obudzili i w radiu, w telewizji, we wszelakich mediach usłyszeli, że mamy wojnę? 

Ja nie wiem, co bym zrobiła. Na pewno nie byłoby mi łatwo. Zostać, bać się, walczyć? Czy uciekać na zachód? Nie wiem. Dbać o dzieci, uchronić je przed złem, ale czy potrafiłabym żyć poza Ojczyzną, jedyną, kochaną, moją? Czy dzieci by potrafiły radykalnie zmienić otoczenie, język, całą swoją rzeczywistość?

Nic nie jest stałe, dziś żyjemy, jutro może nas tu nie być, jak podmuch wiatru, rak, choroba, wypadek, inny przypadek....Należałoby żyć tak, aby niczego nie żałować, aby mieć świadomość, że przeżyło się to życie tak, jak najlepiej się potrafiło.

Tymczasem dziś panuje zazdrość, zawiść, nienawiść i niechęć...jak być dobrym w tym niedobrym świecie? Staram się codziennie. Niemalże każdego dnia komuś pomagam. Dbam o rodzinę. Staram się żyć wszechstronnie i w każdej płaszczyźnie dać od siebie jak najwięcej potrafię. Wspieranie obcych osób i pomaganie im w codziennym życiu, praca połączona z wychowaniem dzieci i prowadzeniem domu, szycie jako przyjemny dodatek dający mi masę frajdy...czy to nie za mało? Na zło odpowiadam złem albo brakiem reakcji. Powinnam odpowiadać jedynie tym drugim. Albo nawet dobrem, jak przykładny chrześcijanin.

Moi sąsiedzi mają u siebie ojca sąsiadki- 94 lata, człowiek całkiem do rzeczy. Ostatnio bardzo głośno  dosadnie mówili mu, że jest naiwny, bo Boga nie ma, "gdzie masz Boga? No gdzie?!" wrzeszczeli. Był zdezorientowany. A ja, mimo, że uwielbiamy się ze wzajemnością, miałam ochotę pójść i dać im w twarz...bo wierzę w Boga. I boli mnie takie gadanie.....boli.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

No i proszę- dawno mnie nie było, ale zabiegana byłam strasznie. Szkoda czasu na opowiadanie co, jak, kiedy i dlaczego- same przyjemności. Na facebooku jest trochę więcej ruchu i po to piszę- pragnę Wam donieść, że usystematyzowane zostały rzeczy sprzedażowe i sporo ich tam doszło, więc jeśli jeszcze Was tam nie było, to radzę biec :)

Zrodził nam się kotek- kolejny pupil naszej córki, który prezentuje się następująco:

 

a który może być w różnych wersjach kolorystyczno-materiałowych :)

Nowe czapeczki też powstały :) a ja..lecę do pracy :)