RSS
wtorek, 02 lutego 2016

U mojej córki w szkole został założony domofon. Teraz dzieci mogą tylko same wchodzić do szkoły. Rodzic, jeśli ma jakiś "interes" do pedagoga, logopedy lub wychowawcy może wejść na dyżurkę i prosić o "przepustkę". Nie wiem, jak wyglądają ów przepustki, ale wiem, że pani z dyżurki wówczas ją "wydaje"- musi to być więc jakiś dokument. Wszystko fajnie, dzieci wchodzą same, to minimalizuje ryzyko porwań, chodzenia po szkole obcych osób, ewentualnych pedofili (chociaż czy my nie jesteśmy traktowani jako potencjalni przestępcy?). Wczoraj z panią dyżurującą wdałam się w dyskusję- coś mówiła przez domofon, ale weszłam do szkoły. Usłyszałam, ze rodzice mają ZAKAZ wchodzenia do budynku. Wszystko fajnie, ale co, jeśli będzie mróz, ulewa lub inne niesprzyjające warunki atmosferyczne? Dyrekcji, a już szczególnie pani dyżurującej nie przekonuje to, że wiele z nas, matek, przychodzi jeszcze z młodszym dzieckiem. Wiele z nich z noworodkami. I jak wtedy? Mają marznąć i moknąć z maluszkami?

Ale pal licho. 
Wczoraj akurat moją córkę odbierał dziadek. Zadzwonił do mnie spanikowany. "Słuchaj, ty wiesz, co tu się dzieje?! My nawet nie możemy wejść do przedsionka!"- przedsionek nie jest jeszcze jako tako terenem szkoły, tam znajduje się domofon- "Dzieci wychodzą, nas tu jest masa, jeden wielki płacz, bo one nie widzą swoich rodziców! Bałagan! Większosć płacze i idzie nie wiadomo gdzie, bo nie widzą nikogo od siebie!".
Uspokajałam tatę, choć we mnie niepokój wzrastał. Spora część tych dzieci ma jeszcze 6 lat, przecież jak wyjdą, to nikt nawet nie zauważy, że poszły same i to nie wiadomo gdzie. Pomijam fakt, ze 7-letnie dziecko może do domu wracać....zupełnie samo.
Wiec jak to jest? Bezpieczeństwo na terenie szkoły poziom HARD, ale jak już wyjdą ze szkoły, to nie ich sprawa? Przecież to kwestia kilku dni, jak któreś się oddali, bo nikogo nie znajdzie. Może dotrze do domu, a może nie. Kto to wie? A szkoła umywa ręce. Nie uważacie, że to skrajna ignorancja, bezmyślność i brak wyobraźni ze strony dyrekcji?

Mój maż już zwracał uwagę na to wychowawczyni, we wtorek za tydzień mam zebranie, poruszę temat, ale chyba będę musiała zebrać rodziców i udać się do dyrekcji. To jest oczywiście "testowe rozwiązanie". Znów testowe. Jak ów ustawa o 6-latkach, przez którą cierpią moje dzieci wspólnie.

Wystosowałam do dyrekcji maila w następującej treści:

"Witam serdecznie, 

zwracam się do Państwa ja personalnie, jednak w imieniu niemalże wszystkich rodziców, ponieważ jesteśmy wzburzeni aktualną sytuacją w filii. My, rodzice, ale też dziadkowie, nie możemy wejść do budynku szkoły. Wątpliwości w zakresie tego rozwiązania były już zgłaszane do poszczególnych wychowawców, jednakże niestety bezskutecznie.
Rozumiemy doskonale, że mają Państwo na uwadze bezpieczeństwo Naszych dzieci, ale proszę zwrócić uwagę również na inne aspekty tego rozwiązania. O ile zrozumiałe jest wpuszczanie samego dziecka do szkoły, żeby nie robić zbędnego zamieszania, o tyle niezrozumiałe jest odbieranie dzieci PRZED budynkiem. Wczoraj była sytuacja, w której jeden z ojców chciał odebrać dziecko ze świetlicy, jednak NIE został wysłuchany przez ów domofon i pani odpowiedziała, że "Nie ma takiej możliwości". Czy więc problemem będzie nawet odebranie dziecka ze świetlicy? Nasze wątpliwości dotyczyły głównie tego, że czy deszcz, czy mróz, my mamy stać przed szkołą. Proszę zważyć na fakt, ze wiele z nas przychodzi z młodszymi dziećmi, niejednokrotnie są to niemowlęta. Jak ma być rozwiązana taka sytuacja?
Jednak i to nie stanowi głównego problemu. Dzieci są zdezorientowane, wychodzą, napotykając na tłum opiekunów, nie widzą własnych rodziców (czy dziadków) i płaczą. Płacz i strach towarzyszyły wczoraj większości dzieciom. Niemożliwość znalezienia swojego bliskiego również. Zdenerwowane były dzieci, zdenerwowani byliśmy my wszyscy. Dziecko wychodzi ze szkoły i NIKT nie wie, co się z nim dalej dzieje. O ile w szatni była jakaś kontrola nad tą sytuacją, o tyle teraz dziecko idzie, może się oddalić, pójść w nieznanym kierunku i po prostu przepaść jak kamień w wodę. Czy zatem bezpieczeństwo na terenie szkoły, podczas zajęć lekcyjnych jest priorytetem, ale bezpieczeństwo dziecka po opuszczeniu budynku to już kwestia drugorzędna? Wiele tych dzieci ma jeszcze 6 lat i nie może wracać samo do domu (z resztą 90% dzieci 7-letnich też nie wraca samo), obowiązują teoretycznie upoważnienia do odbioru dla ich bezpieczeństwa, jednak nie jest to egzekwowane, a nawet zaniedbane? Naprawdę, NASZYM zdaniem tak to nie może wyglądać. To wszystko nie prowadzi do niczego dobrego. Przede wszystkim dziecko nie powinno samo opuszczać terenu szkoły, a do tego w tej chwili dochodzi. Czy powinno temu towarzyszyć tyle nerwów? Czy rozwiązanie z odbieraniem w szatni było złe? Nie spełniało funkcji? Nikt nie chodził po szkole, czekaliśmy w szatni, jak zostało nam to przedstawione, chyba nic złego się nie stało.
Proszę o przemyślenie tego rozwiązania i rzeczywistej poprawy bezpieczeństwa naszych dzieci, bo obecne rozwiązanie jest naprawdę wadliwe i nawet niebezpieczne. "

 

Jak uważacie, czy to coś pomoże? Czy macie podobne przypadki?

wtorek, 19 stycznia 2016

Włączam sobie 

Simon & Garfunkel - El Cóndor Pasa (If I Could)

I słucham....To niejako czołowa piosenka filmu, który chcę omówić. A nadal nie wiem, jak się do tego zabrać. Cisną się tak sprzeczne słowa i uczucia, że nie wiem, od czego zacząć, na czym skończyć, co pominąć, a co jest istotne. 

Wild

Wolałbym być wróblem niż ślimakiem
Tak wolałbym 
Gdybym mógł
Z pewnością chciałbym
Wolałbym być młotkiem niż gwoździem
Tak wolalbym 
Jeśli tylko bym mógł
Na pewno byłbym

 

Warto włączyć tę piosenkę. Już pierwsze nuty dają nam sporo do myślenia. Jak cały film.

Poznajemy bohaterkę wybierającą się na szalenie długą i szalenie odważną podróż przez góry. I mimo, że nie przygotowywała się d tego i jest absolutną amatorką, idzie, by odzyskać siebie. Siebie prawdziwą, swoje JA, które gdzieś po drodze zagubiła. Dowiadujemy się, że się rozwodzi, choć nie miała na to ochoty. Sama jednak zniszczyła swoje małżeństwo. Tak, jak całe życie. Chyba jedynym, co zrobiła dobrze, była ta wędrówka. Przez kadry idącej bohaterki, niejednokrotnie przerażonej ogromem przedsięwzięcia, na które się porwała, przeplatane są momenty z jej życia. Nie, nie uroniłam ani jednej łzy przez cały film, ale niemal od pierwszych scen nie mogłam oderwać od niej oczu.  Gdy ukazane są te niechlubne momenty jej życia, nie chce się płakać, ale z szeroko otwartymi oczami, w akcie niedowierzania chce się przeklnąć. Z przerażenia, niedowierzania, jej braku odpowiedzialności i chęci do życia. I ogląda się dalej, jeszcze bardziej, jeszcze chętniej, jeszcze dokładniej. Każdego z nas spotyka inny los, ona na swój zapracowała własnoręcznie, ale idzie, bo góry dają jej do myślenia, są próbą charakteru. Chce znów być dobrym człowiekiem. Mijają kolejne dni i kolejne mile są za nią, a widz  coraz bardziej wsiąka w fabułę,  której na pierwszy rzut oka brakuje. Ale kto z nas nigdy nie znalazł się na rozstaju dróg? Bo jeśli mieliście kiedyś taki moment, to ten film jest zdecydowanie dla Was. Polecam i polecać będę. Niesamowity. To chyba najlepsze określenie. Gra Reese Witherspoon jest niesamowita, dopracowana, doskonała.

I może film nie zrobiłby finalnie tak ogromnego wrażenia, gdyby nie fakt, że jest to film biograficzny....Świadomość, ze to się wydarzyło naprawdę, daje niezłego kopa. I nadzieję.


poniedziałek, 18 stycznia 2016

Witajcie, kochani.

Dziś napiszę o kolejnej sprawie, która mnie boli, a której świadomości nie mają choćby rządzący.

Moja córka przymusowo poszła do szkoły w wieku 6 lat, jest zatem jedynym poszkodowanym rocznikiem, na którym robione był swego rodzaju eksperymenty. Przyjęłam to z pokorą- radzi sobie intelektualnie, choć fakt, że dzieci w tym roku nie są gotowe do szkoły emocjonalnie, co widziałam już cztery lata wcześniej u swojej siostrzenicy, która także poszła rok wcześniej do szkoły-ale z wyboru rodziców.

A teraz wróćmy się o dwa lata. Wtedy rodziłam syna i jak miał 3 miesiące zapisaliśmy go do przedszkola, które widzę z okna doskonale. Przedszkole niepubliczne o nieposzlakowanej opinii, dwa razy w tygodniu basen, grup tworzą chyba 5 co roku. Zapisaliśmy go zatem i był na 55 miejscu, więc się cieszyliśmy jak dzieci, bo to oznaczało, ze ma absolutnie pewne miejsce w owym przedszkolu, nastąpił spokój, radość i snucie planów. W styczniu br.mieliśmy podpisać umowę. Mąż dzwonił do nich kilka dni temu i usłyszeliśmy, że w związku z cofnięciem ustawy o 6-latkach, ów dzieci zostają w przedszkolu, a to oznacza brak miejsc dla dzieci 3-letnich. Nie mają pojęcia, czy w ogóle utworzą choćby jedną grupę maluszków- czekają na decyzje rodziców dotyczące tego, czy zostawiają dzieci w przedszkolu na przyszły rok szkolny, czy puszczają do szkoły- trzeba przekalkulować....

Nie muszę chyba Wam uświadamiać, że sytuacja jest identyczna w każdym przedszkolu? Owszem. Dzwoniłam, sprawdzałam. Ciekawa jestem, jak to rozwiążą w przypadku przedszkoli państwowych.

I tak oto, dzięki jednej, zbędnej i absolutnie bezsensownej ustawie oboje moich dzieci zostało kopniętych przez władze państwa w.... pupy. 

Tylko dlaczego my płacimy za ich durne błądzenie we mgle...?

Jakie są Wasze opinie, doświadczenia? Macie podobny problem?

Sądzę, że mały po prostu ominie rok w przedszkolu, no bo jak....?

wtorek, 12 stycznia 2016

Dzięki Rekomenduj.to zostałam ambasadorką firmy Winiary w ich nowej kampanii dotyczącej krajanek. Otrzymałam dziś paczkę z 3 wersjami smakowymi- do kapuśniaku, do zupy ogórkowej i do buraczkowej. Gratis ręczniczek kuchenny od Winiary. Ciekawa jestem, jakie to będą smaki, czy zupy przypomną czasy dzieciństwa, gdy zupy były aromatyczne i niesamowicie pyszne?

Będę relacjonowała!

#AmbasadorkaWINIARY

krajanki WIniary

środa, 02 grudnia 2015

Moje wczorajsze wywody nadal są aktualne. Jak najbardziej.

Dziś jednak naszła mnie kolejna myśl.

Córka mówi, że pani od nich wymaga płynnego czytania.

Ale wiecie, na czym to polega? Będzie dziś trzeci dzień z rzędu pytana z TEJ SAMEJ czytanki. Nie muszę Wam mówić, że przynajmniej połowę zna na pamięć?

Ale mniejsza o to. Jak zostanie zapytana o tę czytankę gdzieś od środka, poradzi sobie, bo ambitnie naprawdę stara się czytać i nawet całkiem jej to wychodzi, a, że pamięta dalszy ciąg zdania...natomiast jej najlepsza przyjaciółka wg Pani "nie ma problemów z czytaniem". Zgłębiam sprawę, rozmawiam z mamą ów dziewczynki, wypytuję córkę. Dziewczynka nie ma problemów z czytaniem, bo zamiast starać się czytać czytankę, po prostu od początku UCZY SIĘ JEJ NA PAMIĘĆ. Czyta ją najpierw mama na głos, potem dziecko próbuje, ale od początku mając jeden cel- obkuć się "na blaszkę". I owszem, pani pyta, dziewczynka płynnie....recytuje czytankę. Moja córka też czyta płynnie, leciutko, minimalnie zacina się przy początkach zdań- bo czyta, rozszyfrowuje jakim słowem się zaczyna, sprawdza kolejne- żeby nie pomylić kolejności. I w takim momencie pani jej przerywa, bo to ZA DŁUGO TRWA....

Absurd szkoły- chwali się dzieci uczące się tekstu na pamięć, po uszach obrywają te, które naprawdę chcą CZYTAĆ.....

No, moi drodzy, jakieś mądre, wspaniałomyślne rady w takim przypadku?

Przypominam, że w poniedziałek jestem WEZWANA na drzwi otwarte. I nie wiem, czy nie wytrzymam i wybuchnę, czy lepiej tej kobiecie przytakiwać i odejść, robiąc i tak swoje- ucząc dziecko. Bo jestem pewna, że przy kolejnych czytankach poradzi sobie lepiej niż te dzieci "pamięciowe". Pomijam w tym momencie 7-latki rzeczywiście czytające.....do których też nasze 6-latki są porównywane. Chyba nie muszę Wam pisać, jak wszystko się we mnie gotuje, kotłuje i jaki mam zamęt w głowie, jak mam ochotę to wszystko nauczycielce wykrzyczeć....tylko jak to się zwykle kończy? Piętnowaniem dziecka? I tylko dlatego jeszcze nie wykrzyczałam. Ale jak zachować się w poniedziałek- nie mam pojęcia...

wtorek, 01 grudnia 2015

Wzbiera we mnie złość, nie, właściwie wściekłość i żal o to, co zgotowało nam ministerstwo edukacji i na czym cierpią teraz NASZE dzieci. A nauczyciele bynajmniej w tym nie pomagają.

Moja córka przyszła wczoraj ze szkoły z uwagą, że musi ćwiczyć czytanie, bo jej to nie idzie.

Cóż...no możliwe, czemu nie. Spędzam z nią czas na czytaniu, ale wczoraj czytała dwie godziny. Z początku z lekkim oporem, potem już pięknie (jak na dziecko początkujące). Rano znów powtórzyłyśmy zadaną czytankę, dziś już mnie zaskoczyła swoją niemalże płynnością (wiadomo, że przy którymś słowie zatrzymała się na dłuzej).

Wróciła dziś z oceną (buźką) równoważną popularnej trói.  Biedna stanęła zasmucona mówiąc, ze nie wie, dlaczego, bo czytała ładnie, jak w domu.

Oczywiście. Za to ja wiem, skąd taka ocena. Na 25 osób w klasie moja córka jest jedną z nielicznych 6-latków. 3/4 klasy stanowią dzieci rok starsze, które W WIĘKSZOŚCI przychodząc do klasy pierwszej już potrafiły czytać.

Nasze 6-latki z kolei dopiero UCZĄ się liter i różnie im to wychodzi, wiadomo, ze i pod katem emocjonalnym, jak i intelektualnym, nie są tak dojrzałe jak dzieci rok starsze. W tym wieku ROK naprawdę robi różnicę. Dodatkowo ZOSTAŁAM WEZWANA na drzwi otwarte. 

I co? Mam iść i mówić, że mam dziecko nieuka? NIE! Zapytam, jak można takie dziecko porównywać do czytającego od ponad roku siedmiolatka. Skoro pani chce mieć klasę na wysokim poziomie, proszę bardzo, ale niech uwzględni fakt, że ma w klasie dzieci MŁODSZE! Które w szkole tak naprawdę jeszcze być nie powinny, nie bez przyczyny przez wiele lat do szkoły posyłało się DOPIERO 7-latki. Nie bez powodu, ale bez powodu moje dziecko poszło w tym roku PRZYMUSOWO do pierwszej klasy. A teraz ma się pretensje, że przyswaja wiedzę wolniej niż dzieci starsze o rok. Porównuje się ją do tamtych dzieci.

Nie uważacie, ze to....skandal? Że tak być nie powinno?

Teraz ministerstwo się z tego wycofuje, bo widzą, co zrobili, jaką krzywdę wyrządzają tym dzieciom, jak nietrafny to był pomysł. Ale co z dziećmi, które w tym roku były zmuszone do rozpoczęcia nauki? Co z tym jednym, poszkodowanym rocznikiem?

Rozumiem, że jakieś odszkodowania będą masowo wypłacane? Bo tej krzywdy cofnąć się nie da.

środa, 18 listopada 2015

Wielu z Was się zastanawia jak odpieluchować dziecko. 

Moi drodzy-najważniejszy jest odpowiedni CZAS.

Tak, teraz jestem taka mądrala, a jeszcze tydzień temu nie wiedziałam, jak się zabrać za temat. No,ale po kolei.

Próbowałam go odpieluchować juz od wakacji. Załatwianie swoich spraw wprost pod siebie bardzo mu odpowiadało, ale bynajmniej nie miał zamiaru nawet spojrzeć w stronę nocnika. Mokre nogi? Ale frajda! Mokra pupa- istny raj. Całkiem fajną miał  z tego zabawę, ale nie było szans na powodzenie. Odpuściliśmy.

Po dwóch tygodniach znów pokazałam mu nocnik, posadziłam. KRZYK! I afera. Potem znów. I znów. I znów...i znów...nie chcecie wiedzieć, ile było prób. Naprawdę sporo. Na nocnik reagował iscie alergicznie. Na początku jeszcze w miarę siadał na deskę na toaletę....ale wyczytałam,że nie powinno się sadzać dziecka na deskę od razu, że MUSI przejść etap nocnika dla własnego zdrowia i komfortu. Z resztą i deska mu zbrzydła...

3 dni temu znów pokazałam mu nocnik, posadziłam. Bez zapowiadania. "Zrób siusiu". Zrobił. Cała rodzina piszczy i klaszcze z euforii. Młodemu się to podoba. Pielucha do śmietnika, zawartość nocnika do toalety- tata pozwolił mu samodzielnie wylać i spuścić wodę- to dopiero była radocha! Kolejne załatwianie się to nawet po kropelce, byle wylać i spuścić. Ale wiedział, że załatwiać do nocnika. Kilka razy zrobił w spodnie. Kolejnego dnia pilnowaliśmy co 15 minut, żeby go posadzić. Jak wypił sporo, to i co 10 minut. Pilnowanie, pilnowanie. Dwa razy zmoczył spodnie, a na wieczór sam ściągnął gatki i usiadł na nocnik. Powód do dumy.

Kolejnego dnia rano jakby nie pamiętał, o co chodzi. Pielucha z pupy i z rana na nocnik. Załatwione. Resztę dnia chodził już sam na nocnik. Ewentualnie przypominaliśmy- Hubi, na nocnik, siusiu! Szedł. SUper.

Dziś już praktycznie od rana sam idzie się załatwiać, jak potrzebuje. 

Problem ma z grubszą sprawą. Załatwił się wczoraj sam. Pięknie. Przybiegł przerażony, pokazuje na zawartość nocnika i krzyczy "fuj, fuj!". No fuj, ale brawa się należą. Obraził się. Dopiero wieczorem przyjął gratulacje. Nie jest chętny do poważniejszych spraw na nocniku. Siusiać- proszę bardzo!

Ma 2 latka i miesiąc. Niemalże równo.

A zatem drogie Mamy, drodzy Tatusiowie- nadchodzi moment, w którym dziecko samo, bez przymusu pozwoli na likwidację pieluchy. Zrozumie co i jak z tym siusianiem. I nie jest to, jak w przypadku rocznych dzieci NAWYK wyrobiony przez nadgorliwe mamy, tylko ŚWIADOME załatwianie swoich potrzeb fizjologicznych. Bez męczarni i rozsądnie.

Po prostu trzeba poczekać, aż dziecko do tego DOJRZEJE. Nic na siłę. A każde z dzieci rozwija się w swoim tempie. Warto o tym pamiętać.

piątek, 23 października 2015

Dostałam się do kampanii Viledy ze ściereczką Actifibre. 

Vileda Actifibre to ściereczka, która poradzi sobie z każdym rodzajem zabrudzenia, w każdej sytuacji.

Actifibre to ściereczka nowej generacji, której właściwości czyszczące zawdzięcza wysokiej 
jakości włóknom mikroaktywnym. Unikalna warstwa PVA sprawia, że Actifibre znakomicie 
pochłania i zatrzymuje w sobie wodę. Przecierana powierzchnia nie tylko jest idealnie czysta ale sucha i wolna od smug i zacieków.

Tyle od producenta.

Jaka ona jest? Czy się sprawdzi? Zobaczymy.

Na pewno się przyda.

A Wy? Macie doświadczenia z tą ściereczką lub z innymi, testowanymi przeze mnie produktami? Jakie są Wasze wrażenia?

Moja mama jest od pewnego czasu w kampanii Streetcom- preparatu Bodymax.

Niepozorne tabletki do łykania codziennie.

Zestaw składników mineralnych, witamin? Bardzo bogaty. Imponujący. I żeń-szeń w dodatku.

I wiecie co? Mama jest zachwycona. Ma wersję 50+, ja dostałam standardową. Widać ten przypływ energii i chęć do życia. Ja widzę, inni, którzy spróbowali, też widzą. Ale moją mamę to energia aż roznosi dzięki Bodymax! :)

Mój mąż dostał się do kampanii na Streetcom Nestle Oats.

To płatki z owsem, zawierają takie składniki, które obniżają cholesterol. 

Wszyscy, którzy otrzymali od męża próbki, bardzo chwalą produkt. Mi zasmakował niesamowicie, zwłąszcza z mlekiem. Idealny sposób na śniadanie. I piszę to ja- główny wróg płatków- dotąd żadne nie przypadły mi do gustu. Okazuje się, że niemożliwe stało się możliwe.

Dzieci zajadają je na sucho, aż im się uszy trzęsą! :)

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10