RSS
środa, 02 grudnia 2015

Moje wczorajsze wywody nadal są aktualne. Jak najbardziej.

Dziś jednak naszła mnie kolejna myśl.

Córka mówi, że pani od nich wymaga płynnego czytania.

Ale wiecie, na czym to polega? Będzie dziś trzeci dzień z rzędu pytana z TEJ SAMEJ czytanki. Nie muszę Wam mówić, że przynajmniej połowę zna na pamięć?

Ale mniejsza o to. Jak zostanie zapytana o tę czytankę gdzieś od środka, poradzi sobie, bo ambitnie naprawdę stara się czytać i nawet całkiem jej to wychodzi, a, że pamięta dalszy ciąg zdania...natomiast jej najlepsza przyjaciółka wg Pani "nie ma problemów z czytaniem". Zgłębiam sprawę, rozmawiam z mamą ów dziewczynki, wypytuję córkę. Dziewczynka nie ma problemów z czytaniem, bo zamiast starać się czytać czytankę, po prostu od początku UCZY SIĘ JEJ NA PAMIĘĆ. Czyta ją najpierw mama na głos, potem dziecko próbuje, ale od początku mając jeden cel- obkuć się "na blaszkę". I owszem, pani pyta, dziewczynka płynnie....recytuje czytankę. Moja córka też czyta płynnie, leciutko, minimalnie zacina się przy początkach zdań- bo czyta, rozszyfrowuje jakim słowem się zaczyna, sprawdza kolejne- żeby nie pomylić kolejności. I w takim momencie pani jej przerywa, bo to ZA DŁUGO TRWA....

Absurd szkoły- chwali się dzieci uczące się tekstu na pamięć, po uszach obrywają te, które naprawdę chcą CZYTAĆ.....

No, moi drodzy, jakieś mądre, wspaniałomyślne rady w takim przypadku?

Przypominam, że w poniedziałek jestem WEZWANA na drzwi otwarte. I nie wiem, czy nie wytrzymam i wybuchnę, czy lepiej tej kobiecie przytakiwać i odejść, robiąc i tak swoje- ucząc dziecko. Bo jestem pewna, że przy kolejnych czytankach poradzi sobie lepiej niż te dzieci "pamięciowe". Pomijam w tym momencie 7-latki rzeczywiście czytające.....do których też nasze 6-latki są porównywane. Chyba nie muszę Wam pisać, jak wszystko się we mnie gotuje, kotłuje i jaki mam zamęt w głowie, jak mam ochotę to wszystko nauczycielce wykrzyczeć....tylko jak to się zwykle kończy? Piętnowaniem dziecka? I tylko dlatego jeszcze nie wykrzyczałam. Ale jak zachować się w poniedziałek- nie mam pojęcia...

wtorek, 01 grudnia 2015

Wzbiera we mnie złość, nie, właściwie wściekłość i żal o to, co zgotowało nam ministerstwo edukacji i na czym cierpią teraz NASZE dzieci. A nauczyciele bynajmniej w tym nie pomagają.

Moja córka przyszła wczoraj ze szkoły z uwagą, że musi ćwiczyć czytanie, bo jej to nie idzie.

Cóż...no możliwe, czemu nie. Spędzam z nią czas na czytaniu, ale wczoraj czytała dwie godziny. Z początku z lekkim oporem, potem już pięknie (jak na dziecko początkujące). Rano znów powtórzyłyśmy zadaną czytankę, dziś już mnie zaskoczyła swoją niemalże płynnością (wiadomo, że przy którymś słowie zatrzymała się na dłuzej).

Wróciła dziś z oceną (buźką) równoważną popularnej trói.  Biedna stanęła zasmucona mówiąc, ze nie wie, dlaczego, bo czytała ładnie, jak w domu.

Oczywiście. Za to ja wiem, skąd taka ocena. Na 25 osób w klasie moja córka jest jedną z nielicznych 6-latków. 3/4 klasy stanowią dzieci rok starsze, które W WIĘKSZOŚCI przychodząc do klasy pierwszej już potrafiły czytać.

Nasze 6-latki z kolei dopiero UCZĄ się liter i różnie im to wychodzi, wiadomo, ze i pod katem emocjonalnym, jak i intelektualnym, nie są tak dojrzałe jak dzieci rok starsze. W tym wieku ROK naprawdę robi różnicę. Dodatkowo ZOSTAŁAM WEZWANA na drzwi otwarte. 

I co? Mam iść i mówić, że mam dziecko nieuka? NIE! Zapytam, jak można takie dziecko porównywać do czytającego od ponad roku siedmiolatka. Skoro pani chce mieć klasę na wysokim poziomie, proszę bardzo, ale niech uwzględni fakt, że ma w klasie dzieci MŁODSZE! Które w szkole tak naprawdę jeszcze być nie powinny, nie bez przyczyny przez wiele lat do szkoły posyłało się DOPIERO 7-latki. Nie bez powodu, ale bez powodu moje dziecko poszło w tym roku PRZYMUSOWO do pierwszej klasy. A teraz ma się pretensje, że przyswaja wiedzę wolniej niż dzieci starsze o rok. Porównuje się ją do tamtych dzieci.

Nie uważacie, ze to....skandal? Że tak być nie powinno?

Teraz ministerstwo się z tego wycofuje, bo widzą, co zrobili, jaką krzywdę wyrządzają tym dzieciom, jak nietrafny to był pomysł. Ale co z dziećmi, które w tym roku były zmuszone do rozpoczęcia nauki? Co z tym jednym, poszkodowanym rocznikiem?

Rozumiem, że jakieś odszkodowania będą masowo wypłacane? Bo tej krzywdy cofnąć się nie da.

środa, 18 listopada 2015

Wielu z Was się zastanawia jak odpieluchować dziecko. 

Moi drodzy-najważniejszy jest odpowiedni CZAS.

Tak, teraz jestem taka mądrala, a jeszcze tydzień temu nie wiedziałam, jak się zabrać za temat. No,ale po kolei.

Próbowałam go odpieluchować juz od wakacji. Załatwianie swoich spraw wprost pod siebie bardzo mu odpowiadało, ale bynajmniej nie miał zamiaru nawet spojrzeć w stronę nocnika. Mokre nogi? Ale frajda! Mokra pupa- istny raj. Całkiem fajną miał  z tego zabawę, ale nie było szans na powodzenie. Odpuściliśmy.

Po dwóch tygodniach znów pokazałam mu nocnik, posadziłam. KRZYK! I afera. Potem znów. I znów. I znów...i znów...nie chcecie wiedzieć, ile było prób. Naprawdę sporo. Na nocnik reagował iscie alergicznie. Na początku jeszcze w miarę siadał na deskę na toaletę....ale wyczytałam,że nie powinno się sadzać dziecka na deskę od razu, że MUSI przejść etap nocnika dla własnego zdrowia i komfortu. Z resztą i deska mu zbrzydła...

3 dni temu znów pokazałam mu nocnik, posadziłam. Bez zapowiadania. "Zrób siusiu". Zrobił. Cała rodzina piszczy i klaszcze z euforii. Młodemu się to podoba. Pielucha do śmietnika, zawartość nocnika do toalety- tata pozwolił mu samodzielnie wylać i spuścić wodę- to dopiero była radocha! Kolejne załatwianie się to nawet po kropelce, byle wylać i spuścić. Ale wiedział, że załatwiać do nocnika. Kilka razy zrobił w spodnie. Kolejnego dnia pilnowaliśmy co 15 minut, żeby go posadzić. Jak wypił sporo, to i co 10 minut. Pilnowanie, pilnowanie. Dwa razy zmoczył spodnie, a na wieczór sam ściągnął gatki i usiadł na nocnik. Powód do dumy.

Kolejnego dnia rano jakby nie pamiętał, o co chodzi. Pielucha z pupy i z rana na nocnik. Załatwione. Resztę dnia chodził już sam na nocnik. Ewentualnie przypominaliśmy- Hubi, na nocnik, siusiu! Szedł. SUper.

Dziś już praktycznie od rana sam idzie się załatwiać, jak potrzebuje. 

Problem ma z grubszą sprawą. Załatwił się wczoraj sam. Pięknie. Przybiegł przerażony, pokazuje na zawartość nocnika i krzyczy "fuj, fuj!". No fuj, ale brawa się należą. Obraził się. Dopiero wieczorem przyjął gratulacje. Nie jest chętny do poważniejszych spraw na nocniku. Siusiać- proszę bardzo!

Ma 2 latka i miesiąc. Niemalże równo.

A zatem drogie Mamy, drodzy Tatusiowie- nadchodzi moment, w którym dziecko samo, bez przymusu pozwoli na likwidację pieluchy. Zrozumie co i jak z tym siusianiem. I nie jest to, jak w przypadku rocznych dzieci NAWYK wyrobiony przez nadgorliwe mamy, tylko ŚWIADOME załatwianie swoich potrzeb fizjologicznych. Bez męczarni i rozsądnie.

Po prostu trzeba poczekać, aż dziecko do tego DOJRZEJE. Nic na siłę. A każde z dzieci rozwija się w swoim tempie. Warto o tym pamiętać.

piątek, 23 października 2015

Dostałam się do kampanii Viledy ze ściereczką Actifibre. 

Vileda Actifibre to ściereczka, która poradzi sobie z każdym rodzajem zabrudzenia, w każdej sytuacji.

Actifibre to ściereczka nowej generacji, której właściwości czyszczące zawdzięcza wysokiej 
jakości włóknom mikroaktywnym. Unikalna warstwa PVA sprawia, że Actifibre znakomicie 
pochłania i zatrzymuje w sobie wodę. Przecierana powierzchnia nie tylko jest idealnie czysta ale sucha i wolna od smug i zacieków.

Tyle od producenta.

Jaka ona jest? Czy się sprawdzi? Zobaczymy.

Na pewno się przyda.

A Wy? Macie doświadczenia z tą ściereczką lub z innymi, testowanymi przeze mnie produktami? Jakie są Wasze wrażenia?

Moja mama jest od pewnego czasu w kampanii Streetcom- preparatu Bodymax.

Niepozorne tabletki do łykania codziennie.

Zestaw składników mineralnych, witamin? Bardzo bogaty. Imponujący. I żeń-szeń w dodatku.

I wiecie co? Mama jest zachwycona. Ma wersję 50+, ja dostałam standardową. Widać ten przypływ energii i chęć do życia. Ja widzę, inni, którzy spróbowali, też widzą. Ale moją mamę to energia aż roznosi dzięki Bodymax! :)

Mój mąż dostał się do kampanii na Streetcom Nestle Oats.

To płatki z owsem, zawierają takie składniki, które obniżają cholesterol. 

Wszyscy, którzy otrzymali od męża próbki, bardzo chwalą produkt. Mi zasmakował niesamowicie, zwłąszcza z mlekiem. Idealny sposób na śniadanie. I piszę to ja- główny wróg płatków- dotąd żadne nie przypadły mi do gustu. Okazuje się, że niemożliwe stało się możliwe.

Dzieci zajadają je na sucho, aż im się uszy trzęsą! :)

piątek, 16 października 2015

Jesień w pełni.

Szaro, ciemno i zimno, jednym słowem: nieprzyjemnie.

Co chwilę robi się zimno z samego widoku za oknem.

Jak sobie z tym radzę? Szukam miejsca na przyszłoroczne wakacje :)

Zastanawiałam się nad zatrzymaniem się w Ratułowie- urokliwej wiosce niedaleko Zakopanego. Tam domki Prokop udostępniają rewelacyjne domki do wynajęcia w naprawdę fajnych cenach.

Ale teraz bardziej myślę nad Szklarską Porębą. Tam domku nie ma, ale znalazłam mieszkanie, które pomieści 9 osób. Powinno naszej rodzinie wystarczyć.

I zastanawiam się, gdzie byłoby więcej atrakcji?

W Szklarskiej Porębie są wodospady, wspaniałe góry, Szrenica, szlaki, dinopark i dużo innych rzeczy. To baza wypadowa do Karpacza, Jeleniej Góry i okolic.

Z kolei Ratułów jest pośrodku. Pośrodku czego? Ano wszystkiego. I do Tatralandii blisko, i do Białki Tatrzańskiej, nie wspominając już o Zębie i Zakopanym. 

Pytanie, na co lepiej byłoby postawić?

Nie szukamy też ogromu atrakcji- chcemy z mę żem po prostu odpocząć, bona co dzień prowadzimy dość intensywny tryb życia. Chcemy odpocząć, a dzieciom zapewnić- rozsądną- swobodę. 

CO Wy byście poradzili?

Witajcie!

Po długim czasie nieobecności.

Przyszła dziś do mnie paczka z Everydayme z zestawem lekkich odżywek w piance do cienkich włosów od Pantene. Zestaw imponujący. Do tego zniżki na zakup pianek w drogerii!!!

Będę na bieżąco Was informować, jak się sprawują odżywki i co sądzą o nich inni :)

niedziela, 06 września 2015

Obchodzimy dziś rocznicę ślubu.

Pierwszą kościelnego, bo cywilny był znacznie prędzej.

Mąż, jak wiecie, dostał ode mnie telefon, pada do xboxa i jeszcze dostanie grę- fifę.

Za to mnie mąż zaskoczył niesamowicie. Wręczył mi zaproszenie do SPA- pół dnia wspaniałości. Czeka mnie peeling całego ciała (w trzech "smakach" do wyboru), relaksacyjny masaż całego ciała, masaż twarzy, dwie godziny w strefie wodno-termalnej (basen, jaccuzi i sauna) i lampka wina....Łącznie ok. 5 godzin cudowności w czterogwiazdkowym hotelu. Już się nie mogę doczekać. Wie, że chodzę przemęczona łącząc pracę w domu z wychowywaniem dzieci, a naprawdę przyda mi się odpoczynek.

Jestem przeszczęśliwa i nie mogę się już doczekać. Wiem, że pakiet kosztuje w granicach 450 zł. Tym bardziej się cieszę z takiej konkretnej dawki relaksu. 

Dodatkowo przyszli dziś teście uczcić ten dzień. Miło, zwłaszcza, że nikogo nie zapraszaliśmy. Przynieśli wino, ciasto i prezent rocznicowy. Posiedzieli chwilę, pobawili się z dziećmi i poszli. 

A my swoją rocznicową, romantyczną kolację mieliśmy już wczoraj ;)

A Wy, jak spędzacie rocznice? Mieliśmy nie robić sobie prezentów, tylko "umówić się" na kolację. Wyszło, jak wyszło, oboje obdarzyliśmy się prezentami :)

wtorek, 18 sierpnia 2015

Zastanawiałam się dość długo, co kupić mężowi z okazji zbliżającej się wielkimi krokami rocznicy ślubu.....Szukałam inspiracji w Internecie, na różnych forach internetowych i w poradnikach....myślałam, co by mu się przydało lub czym go zaskoczyć....

I oto kupiłam! Dziś :)

Zgadniecie co?

Smartfona! Swój "stary" (w cudzysłowiu, bo nie wiem, czy miał chociaż rok, a kosztował majątek) mąż rozbił ostatnio na wakacjach. Kupiłam tani zamiennik "na chwilę", ale ten wylądował u córki, bo musiała w końcu mieć telefon (jej poprzedni się popsuł). Wymyśliłam więc, że zaciągnę ich dziś do sklepu z agd/rtv i innymi udziwnieniami, mąż znalazł "ten jedyny" i chcąc, nie chąc, musiałam dać mu prezent rocznicowy wcześniej.

Poprosiłam pana z obsługi, zapłaciłam....gdybyście mogli zobaczyć to dziecięce szczeście wyryte na twarzy męża! :) HA! Dla czegoś takiego naprawdę warto :) Mimo, że wcześniej go dostał. 

Tak, jak z rowerem. Dostał rower za sporą kwotę już na urodziny (a te ma w styczniu), ale gdybym mu nie kupiła już w maju, musiałby jeździć jeszcze ten sezon na starym (bardzo starym i bardzo kiepskim) rowerze. Więc ma już chyba wszystko.

A nie, jeszcze laptopa ma długo! Podczas, gdy  ja mam już trzeciego (a ze względu na rodzaj pracy muszę mieć naprawdę dobre parametry i....ładny kolor ;) ), on nadal ma jednego, tego samego. Ot, już wiem co dostanie....na co? Jeszcze nie wiem :)

A więc idealny prezent rocznicowy to taki, który jest idealnie dopasowany do potrzeb Waszego męża :)

A wy, co kupujecie mężom/chłopakom/kochankom na rocznice? ;)

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9